Rok 2026 zapisze się w historii jako czas „techlashu” – ogólnoświatowego odwrotu od bezkrytycznej technologizacji dzieciństwa na rzecz twardych, ustawowych zakazów. Czy jednak odgórna „cyfrowa prohibicja” to ratunek dla zdrowia psychicznego młodych ludzi, czy jedynie kolejna bariera, którą pokonają w kilka minut?
Fragment artykułu z miesięcznika „Dyrektor Szkoły” 2026/4
Zmiana mediów społecznościowych z prostych narzędzi komunikacyjnych w potężne, oparte na algorytmach rekomendacji ekosystemy sprawiła, że interwencja państwowa w sferę cyfrową przestała być jedynie potrzebą, a stała się palącą koniecznością legislacyjną. Techlash to zjawisko krytyki i społecznego sprzeciwu wobec dominacji wielkich firm technologicznych takich jak Facebook (obecnie Meta Platforms), Google, Amazon czy Apple. Pojęcie to spopularyzował w 2018 r. publicysta Adrian Wooldridge na łamach „The Economist”, ukazując zmianę społecznego postrzegania Big Tech – od entuzjazmu i techno-optymizmu do nieufności i sceptycyzmu. Techlash nie jest jednorazowym wydarzeniem, lecz procesem, reakcją systemową na skutki ekspansji platform cyfrowych w XXI wieku o zasięgu społecznym, ale też politycznym i prawnym.
Jak do niego doszło? Momentem przełomowym był w 2018 r. skandal Cambridge Analytica, gdy ujawniono nielegalne użycie danych milionów użytkowników Facebooka do celów politycznych, co pokazało skalę wykorzystywania danych osobowych w modelu biznesowym opartym na reklamie behawioralnej. Konsekwencją była utrata zaufania do platform jako neutralnych pośredników. Dodatkowo nastąpił wzrost regulacji, działań antymonopolowych, debat o odpowiedzialności algorytmów i nacisku na etykę sztucznej inteligencji (ang. artificial intelligence).
Zamów prenumeratę: www.profinfo.pl/sklep/dyrektor-szkoly,7340.html