Niż demograficzny stawia samorządy przed trudną decyzją: utrzymywać małe szkoły mimo rosnących kosztów czy je likwidować? Ale istnieje też trzecia droga. Szkoły społeczne prowadzone przez stowarzyszenia i lokalne wspólnoty stały się realną, sprawdzoną alternatywą, która pozwala zachować placówki – szczególnie w małych miejscowościach – bez obniżania jakości kształcenia.
Fragment artykułu z miesięcznika „Dyrektor Szkoły” 2026/4
W centrum wsi, nieopodal parafii i remizy, stoi budynek szkoły z dużym boiskiem, kolorowymi salami i wyremontowanymi korytarzami. Tętniąca życiem placówka obchodzi 25-lecie istnienia, chociaż był czas, że radni głosowali za jej likwidacją. Bo niż demograficzny, spadająca liczba uczniów, rosnące koszty utrzymania, niedoszacowana subwencja. Dla samorządu – liczby. Dla mieszkańców – serce miejscowości. Dla rodziców – drugi dom ich dzieci.
Takich historii w pierwszej dekadzie lat dwutysięcznych były setki. Polska edukacja zderzyła się wówczas z brutalną arytmetyką demografii. W ciągu pierwszej dekady XXI w. liczba uczniów spadła o ok. 26% i z ponad siedmiu milionów pozostało niewiele ponad pięć milionów. Najsilniej odczuły to małe szkoły podstawowe, zwłaszcza na terenach wiejskich i w mniejszych gminach. Klasy pustoszały, oddziały łączono, a koszt utrzymania jednego ucznia gwałtownie rósł.
W wielu samorządach rozpoczął się wówczas proces restrukturyzacji sieci szkolnej. Likwidacje, łączenia placówek, dowożenie dzieci do placówek w większych miejscowościach stały się codziennością lokalnej polityki oświatowej. Często wywoływało to opór społeczny, bo w małej miejscowości szkoła to nie tylko instytucja edukacyjna, ale miejsce zebrań, uroczystości, wyborów. Jej zamknięcie bywało symbolicznym potwierdzeniem, że dana wieś traci znaczenie.
Zamów prenumeratę: www.profinfo.pl/sklep/dyrektor-szkoly,7340.html