W artykule Od neuromarketingu do faktów („Dyrektor Szkoły” 2026/3) zaprezentowałam definicje neuromitu oraz przykłady strategii ich tworzenia: brak potwierdzenia badaniami oraz niewłaściwą interpretację rzetelnych badań naukowych. W drugiej części pokazuję kolejne dwa przykłady manipulacji, które sprawiają, że tak chętnie sięgamy po neuromity.
Fragment artykułu z miesięcznika „Dyrektor Szkoły” 2026/4
Przykładem strategii teorii opartej głównie na wypowiedziach praktyków i autorów popularyzujących pewne intuicyjne idee – przy jednoczesnym braku jednoznacznych, twardych dowodów naukowych – jest teoria wysokiej wrażliwości (ang. Highly Sensitive Person, Sensory Processing Sensitivity, WWO).
Zwolennicy tego podejścia zakładają, że istnieje grupa osób, które charakteryzują się głębszym przetwarzaniem bodźców, podwyższoną wrażliwością sensoryczną, silną empatią, większą reaktywnością emocjonalną oraz ponadprzeciętną refleksyjnością i kreatywnością. Wysoka wrażliwość ma być według tej koncepcji cechą temperamentu (a nie zaburzeniem), uwarunkowaną genetycznie i występującą u ok. 15–20% populacji. Takie podejście wskazuje na jej bardzo pozytywny wydźwięk – z pewnością niewymagający żadnej terapii czy działań naprawczych (Greven i in., 2019).
Niestety, obecnie nie istnieją rzetelne badania potwierdzające te założenia, a publikacje dotyczące WWO mają w przeważającej mierze charakter literatury popularnej: są to poradnikowe opowieści, narracje o osobistych doświadczeniach lub publicystyczne interpretacje, które nie spełniają kryteriów badań naukowych i nie mogą stanowić podstawy do diagnozy klinicznej czy projektowania wsparcia terapeutycznego.
Zamów prenumeratę: www.profinfo.pl/sklep/dyrektor-szkoly,7340.html