Od kilku lat obserwuję coraz mniejszą samodzielność małych dzieci. Potrzebują wsparcia przy przebieraniu się na gimnastykę w przedszkolu lub lekcje wychowania fizycznego w szkole, proszą o pomoc w zapinaniu guzików i suwaków, wiązaniu sznurowadeł czy przekręcaniu ubrań z lewej strony na prawą. To, co u trzy-, czterolatków można jeszcze uznać za naturalną trudność, nie powinno być wyzwaniem dla pierwszoklasistów.
Fragment artykułu z miesięcznika „Dyrektor Szkoły” 2026/3
Podobnie jest z umiejętnościami plastycznymi. Pracując w zerówce, widzę, które dzieci w domu dużo rysują lub malują, a które robią to rzadko. Nie jest to sprawa talentu, lecz czasu przeznaczonego na te aktywności, również z książkami pokazującymi, jak narysować bardziej złożone obrazki. Pracowałem zarówno z przedszkolakami zdolnymi, łatwo opanowującymi różne umiejętności, jak i takimi, które wymagały wiele pracy mojej i terapeutów. Tymczasem kluczem jest zaangażowanie rodzin.
Jestem z pokolenia 50+ i pamiętam, ile w domu pomagało się rodzicom i dziadkom. Teraz coraz rzadziej słyszę od dzieci, że wykonują coś wspólnie z bliskimi. A przecież małe dzieci nie tylko uczą się przez naśladowanie dorosłych, ale też czerpią z tego radość.
Zamów prenumeratę: www.profinfo.pl/sklep/dyrektor-szkoly,7340.html