Prawo14 czerwca, 2019

Kryzysowe kroki prawne - Monika Sewastianowicz

Reforma edukacji już od początku nie była legislacyjnym majstersztykiem. Wprowadzano ją zbyt pospiesznie, zapominając często o terminach potrzebnych na wdrożenie kolejnych zmian. Ale kreatywne podejście do trybu uchwalania nowych przepisów, jakim wykazał się rząd przy okazji strajku nauczycieli, przerosło z pewnością obawy największych pesymistów.

Fragment artykułu z miesięcznika "Dyrektor Szkoły" 2019/6

Protest nauczycieli podczas egzaminów i do tego w roku wyborczym postawił rząd w bardzo trudnej sytuacji. Kolejne tury negocjacji kończyły się fiaskiem, a Ministerstwo Edukacji Narodowej w żaden sposób nie mogło skłonić związkowców do obniżenia oczekiwań finansowych.
Nauczycieli nie przekonały argumenty, że nie muszą żyć w celibacie i cennym dodatkiem będzie dla nich 500+ na dzieci, jak radził w „Śniadaniu w Trójce” szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski (www.polskieradio.pl/9/300/Artykul/2271395,ZNP-zapowiada-strajk-mimo-podwyzek-dla-nauczycieli-Komentarze-politykow), a właściwie to zarabiają prawie tyle co posłowie, jak stwierdził szef gabinetu politycznego premiera, minister Marek Suski (www.se.pl/wiadomosci/polityka/skandaliczne-slowa-suskiego-o-nauczycielach-sprawdz-co-powiedzial-aa-8aMM-EwVa-V1ZT.html). Zachwytu nie wzbudziły też powtarzane przy każdej okazji zapewnienia minister edukacji Anny Zalewskiej, że nauczyciele już otrzymują znaczne podwyżki (www.tvp.info/41627166/minister-edukacji-jestesmy-przygotowani-egzaminy-sie-odbeda).
Doniesienia o strajku pracowników oświaty wzbudziły w wielu osobach ambiwalentne uczucia. Wątpliwe jest, by nawet najwięksi apologeci pracowniczego prawa do protestów życzyli uczniom dodatkowego stresu, a tym bardziej konieczności podchodzenia do egzaminów w późniejszym terminie, zwłaszcza jeśli wiązałoby się to z opuszczeniem rekrutacji do liceum czy na studia. Z drugiej strony strajk zorganizowany w wakacje tak, by nikomu nie utrudnić życia, mijałby się z celem.
Jednak nawet groźba egzaminacyjnej katastrofy nie skłoniła rządzących do koncyliacyjnej postawy. A gdy sporu nie udało się rozwiązać, po prostu sięgnęli po swoją kartę przetargową – większość parlamentarną.

Przeglądaj powiązane tematy